Najpierw nasze wizy wzbudziły duży niepokój pogranicznikow - odsylano nas od jednego okienka do drugiego. W końcu jednak zaakceptowano ich legalnośc. Potem czekaliśmy całe wieki na bagaż, ktory wydano nam jako ostatnim - juz szukaliśmy kwity, zeby zgłosić jego zaginięcie. Na koniec kierowca z naszego hotelu spóźnił sie po nas na lotnisko - juz mieliśmy zamiar brać zwykła taksówkę. Po prawie godzinej jeździe w porannym szczycie dotarliśmy do hotelu. Wczesna pora naszego przyjazdu spowodowała, ze pokój nie był jeszcze gotowy. Zjedlismy wiec śniadanie, złożyliśmy nasze bagaże na recepcji i poszliśmy pospacerowac po okolicy. Zmęczenie wzięło gore i po dotarciu nad brzeg jeziora posiedzelismy po prostu sobie nad nim. Ponieważ była dopiero 8:00 czasu lokalnego, wiec mimo ogromnej wilgotności upał jeszcze tak bardzo nie dokuczal, a od wody wial lekki wiatr. Wietnamczycy przyglądają sie nam z zainteresowaniem (przeważnie profesjonalnym, biznesowym), ale nie są bardzo nachalni w oferowaniu swoich usług / towarów. Wróciliśmy do hotelu, zakwaterowalismy sie i z powrotem poszliśmy w miasto załatwić na następne 3 dni wycieczkę na Ha Long. Dopiero jak udało nam sie sfinalizować ta sprawę, wróciliśmy, wykompalismy sie i postaralismy sie nadrobić stracony w podróży sen. Zmiana stref czasowych dawała bowiem o sobie coraz mocniej znać.....
Dobrze, że daliście radę z lotem i że nie było tak strasznie, jak myślała Asia. My też dajemy radę. Wczoraj wieczorem ( w czasie Waszego lotu)Wituś trochę jęczał za mamusią, ale jakoś dał się udobruchać. Grzecznie poszedl do żłobka. Dziadek zawiózł nas wumkiem, co okazało się wielką atrakcją - opowiadał o tym każdej cioci i dzieciom. Dziś jesteśmy umówieni na zakup butów. Pozdrawiamy i całujemy. udanego zwiedzania!
OdpowiedzUsuń