Mysz sama przynala, ze wykupienie tej wycieczki bylo dobrym pomyslem. Pierwotnie mielismy ta trase zrobic na rowerach, ale teraz juz wiem, ze nie przezylibysmy tego, a w najlepszym wypadku skonczylo by sie to poteznym udarem :)
Grupa nieliczna - zaledwie 8 osoba - wszyscy w naszym wieku: dwoje Brazylijczykow, Francuz (o dosyc irytujacym poczuciu humoru), my oraz Brytyjczyk w towarszystwie Filipinki, ktorych relacja ma wyraznie biznesowy charakter ;) Co ciekawe takie pary spotykalismy w Tajlandii na kazdym kroku - natomiast w Wietnamie po raz pierwszy widze.
Zwiedzanie cesarskiego miasta rozpoczelismy od Cytadeli w centrum Hue, a w jej wnetrzu palacu cesarskiego - czyli zamknietego miasta rozciagajacego sie na obszarze wielu hektarow otoczonych murem. Mnostwo cieszacych oko, bogato zdobionych, kolowych budynkow, ocienionych przejsc, tarasow, fantazyjnych ogrodow pelnych oryginalnych rzezb i formacji roslinnych. W 1968 roku, w trakcie styczniowej ofensywy Tet, Amerykanie skutecznie przyczynili sie do dekompozycji estetycznej tego miejsca, bombardujac je napalmem i bombami burzacymi.
Przez zupelny przypadek, jak sie okazuje, odwiedzilismy trzy miasta (Hue, Danang, Hoi An), o ktore w czasie ostatniej ofensywy w wojnie amerykanskiej (jak tutaj nazywa sie wojne w Wietnamie) toczyly sie bardzo ciezkie walki. Ich slady widac do dzisiaj tylko w miejscach, w ktorych Wietnamczycy chca zeby byly widoczne. Pozostale zniszczenia juz dawno zarosla miejska tkanka.
Wojna amerykanska jest nadal bardzo silnym wspomnieniem i Amerykanie nie sa szczegolnie mile widziani tutaj - co innego ich dolary.
Po Cytadeli udalismy sie na zwiedzanie dwoch grobowcow krolewskich. Pierwszy z nich to imponujaca, wielopoziomowa budowla, z wielka sala zdobiona ceramiczna mozaika.
Drugi w zupelnie innym stylu - polozony w duzym parku ze sztucznym jeziorem, bez zadaszenia, mniej strojny w zdobienia niz poprzedni.
W miedzyczasie odwiedzilismy oczywiscie miejscowy instytut kadzidelek i szpiczstych kapeluszy, ale na szczescie bylismy tam w zasadzie tylko po to, zeby skorzystac z WC...
Po zwiedzaniu obiad - zaskakujaco wystawny jak na kosztorys calej imprezy. Przy stole nieodlaczne, kurtuazyjne rozmowy, o tym gdzie, kto byl i gdzie jedzie.
Upal taki, ze ledwo da sie myslec, a co dopiero pisac...




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz