Jedziemy przez Danang, bo to po trasie, wiec mozemy blizej przyjrzec sie gigantycznym hotel wyrastajacym jeden obok drugiego na brzegu morza. Ciekawe czy spodziewaja sie, ze beda mieli w nich oblozenie..
W Wietnamie bardzo popularne sa rozmaite karciane gry - stad wszedzi spotykamy porozrzucane karty.
Widzac przesuwajace sie za oknem widoki miasta, utwierdzamy sie w przekonaniu, ze Danang powstaje juz jako miasto na modle zachodnia.
Patrzac na naszych miejscowych wspolpasazerow mozna powiedziec, ze kazdy podruzujacy Wietnamczyk, to samodzielne przedsiebiorstwo transportowe - objuczony nieodlacznymi oklejonymi kartonami, worami i torbami. Potem caly ten majdan upychaja na okolo zostawiajac tylko niewielka przestrzen dla siebie :)
Piwa ktorych tu do tej pory probowalem:
Bia Ha Noi
Larue
Tiger
W smaku do siebie wszystkie podobne - malo zdecydowane, rozwodnione, bez wiekszej goryczy - maja jednak ta zalete, ze dobrze zmrozone, swietnie orzezwiaja! :)
Po drodze do Hue zlapala nas burza, ktora zeszla z gor - na szczescie nic groznego.
Na mapie odleglosc z Danang do Hoi An jest taka sama jak Danang do Hue. Ta pierwsza pokonuje sie w godzine, ta druga w cztery. Zastanawialem sie gdzie tkwi zagadka, do czasu jak zobaczylem droge, ktora musielismy pokonac gory (te od burzy) - serpentyny wykute w zboczach.
Z drogami w Wietnamie to jednak jest lepiej niz w Polsce - maja wiecej odcinkow autostrad. Fakt nawierzchnie nie pierwszej jakosci, ale oni zadko jezdza szybko.
W jednej z licznych po drodze wiosek zobaczylismy pierwszy tutaj kosciol - niewielki budynek w neogotyckim stylu, pomalowany na zolto i tak jak wszystkie starsze budynki tutaj pokryty grzybem...Widac w tej wiosce mieszka mniejszosc chrzescijanska.
W koncu po 3 godz. 30 min. dotarlismy do hotelu.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz