wtorek, 17 kwietnia 2012

Popoludnie w Hoi An

Po powrocie do Hoi An od razu z autobusu poszlismy na obiad, bo szkoda marnowac czas na kompiele czy odpoczywanie. Znowu postanowilismy zaszalec kulinarnie. Aczkolwiek w wyborze miejsca konsumpcji nie jestesmy oryginalni - znowu zachodzimy do knajpy na nabrzerzu.
Od jedzenia paleczkami juz bola nas miesnie nadgarstkow - jednak czlek nienawykly :)
Dzisiejszy obiad spalil moje kubki smakowe, ale warto bylo sie poswiecic - kurczak w trawie cytrynowej i czili byl znakomity!

Po obiedzie udalismy sie na zwiedzanie tej czesci Hoi An, ktora wczoraj z racji koniecznosci kupienia zbiorowego biletu odpuscilismy sobie, bo juz bylo za pozno.

Zwiedzilismy najstarszy istniejacy dom na starowce miasta, muzeum garncarstwa i trzy swiatynie.
Dane budownictwo mieszkalne Hoi An bardzo nam sie podoba - domy wygladajace od ulicy na bardzo ciasne, sa w rzeczywistosci majstersztykami zagospodarowania przestrzeni.
Swiatynie kolorowe, bogato zdobione, raczej podobne do siebie, ale z bardzo ladnymi ogrodami.

Po zwiedzaniu szal zakupow - kolejna partia bawelny i regionalnych gadzetow :)

Maly postoj na piwo w zacisznej knajpce i kolejna tura rewizji bazarow i sklepow na starowce. Troche poszalelismy, ale ceny sa bardzo atrakcyjne. Markowe koszulki polo np. Lakosty, z metkami, sygnaturami i w firmowym opakowaniu za 7 USD :) Ciekawe jakie sa straty tych firm na towarze wychodzacym z magazynow bokiem / produkowanych dodatkowo?...

Po zakupach skorzystalismy z komputera na recepcji, zeby zarezerowowac hotel w Hue. Po za tym kupilismy bilety na autobus do Hue.

Przed kolacja odpoczynek w hotelu, bo poranna wycieczka i popoludniowe bieganie po miescie mocno nas zmeczyly. Dobrze, ze pogoda sie zepsula - zrobilo sie pochmurno i upal zlagodnial.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz