
Zaraz po wczesnym sniadaniu Mysz postanowila, ze idziemy zwiedzic mauzoleum wodza wietnamskiej rewolucji. Poniewaz ja zdecydowalem, ze nie mam zamiaru skladac mu holdu, wiec tylko Mysz musiala sie stosownie do sytuacji ubrac: zakryte nogi i ramiona. Przespacerowalismy sie wiec znowu na plac defilad. Tym razem pelno tu bylo wojska, a caly obszar pogrodzony byl barierkami zamykajacymi wstep / wjazd. Kierowani przez uprzejmych policjantow, ktorzy odgonili nas od jedynego znanego nam wejscia do obiektu (ktore okazalo sie wejsciem dla VIP'ow), udalismy sie na poszukiwanie wejscia dla pospolstwa. Dosc szybko zobaczylismy kolejke klebiaca sie do niego - natomiast zdecydowanie wiecej czasu zabralo nam znalezienie jej konca. Ludzi chcacych zobaczyc mauzoleum byly po prostu setki, a wciaz naplywali nowi, podjezdzaly kolejne autokary: mlodziez szkolna, delegacje zakladow pracy, zespoly folklorystyczne, etc. Wreszcie po okrazeniu calego obiektu znalezlismy koniec tego wielkiego, ludzkiego weza. Konstatacja nie byla dla nas pomyslna: czas jaki pozostal nam do dyspozycji (na 12:00 musimy byc hotelu zeby zwolnic pokoj) nie pozwoli Myszy na zwiedzenie mauzoleum :( Kolejka co prawda w miare regularnie przesuwala sie, ale byla tak ogromna, ze ciezko bylo nawet prognozowac jak szybko sie porusza - po za tym po drodze byla jeszcze dokladna kontrola bezpieczenstwa.
Nasze niepowodzenie wynika z faktu, ze dzis jest niedziela - ci co mogli skorzystali z wolnego dnia i przyjechali na wycieczke do Ha Noi.
Dobre w tym wszystkim jednak jest to, ze wczoraj gdy mauzoleum bylo pozamykane dla zwiedzajacych, moglismy sobie na spokojnie porobic zdjecia na zewnatrz, bo w ogole nie bylo ludzi :) Trafilo sie wiec nam jak slepej kurze ziarno...
Mimo, ze jest niedziela zycie w Ha Noi plynie tak jak codzien - wszystkie sklepy, knajpy, biura sa pootwierane juz od 7:00.
Wrocilismy do hotelu jeszcze chwile odzipnac na lezaco, zanim oddamy klucz...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz