poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Pierwszy wieczor w Hoi An

Po kolacji (zdjecie mojego zamowienia) spacerem wrocilismy do hotelu, po drodze zahaczajac o spozywczy - po wode i coca-cole (w celach profilaktyki na zoladek). Po za tym padly nam oba aparaty, wiec tym bardziej warto bylo wrocic, zeby je choc przez chwile podladowac.
Kolacja smaczna - Asia trafila lepiej, bo zamowila mieso z orzechamia. Po kolacji mily deser i zielona herbata. Druga herbata juz wlasna w hotelu, ale na sluzbowych naczyniach z pokoju, bo tym razem takie ladne sie trafily, ze zal bylo do zdjecia nie uzyc :)

Przed wieczornym spacerem ogladamy jeszcze odcinek "Zycia ze smakiem" w wersji chinskiej (tez widac nabyli na to licencje) - bez dabingu idzie sie domyslic o co chodzi :)

Tym razem klima jest niestety konieczna. Problem w tym, ze bryloczek do klucza zarzadza pradem w pokoju i po jego wyjeciu w celu oddania klucza w recepcji podczas naszej nieobecnosci pokoj nie bedzie sie wychladzal. Na szczescie ma on ten sam format co wizytowka restauracji w ktorej bylismy po poludniu - Polak potrafi! :)

Przezwyciezylismy zmeczenie i powedrowalismy na miasto. Okazalo sie, ze tak jak Cat Ba, ono rowniez zamiera ok. 22.00. Idac na nabrzerze mijalismy zamykane wlasnie na bazarze stragany. Spotkany po drodze Australijczyk wcisnal nam ulotke jedynej ponoc, czynnej cala doba knajpy. Obejrzelismy najstarszy, chinski most w miescie, do ktorego zapomnielismy pojsc za dnia, przeszlismy znowu na drugi brzeg zajrzec na bazar z pamiatkami (ten sam asortyment co wszedzie tutaj), a w drodze powrotnej do hotelu zajrzelismy do knajpy, w ktorej jedlismy obiad na wieczornego drinka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz