poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Frankfurt i w droge do domu

Frankfurt - jak poprzednio: wielkie lotnisko, wiec i wielki problem, zeby cokolwiek zrobic (odprawic sie, przejsc kontrole bezpieczenstwa, etc.). Nienawidze tego lotniska - po czesci dlatego, ze jestem zmeczony, a organizacja tutaj wymaga dodatkowgo wysilku.
Mysz znowu wiskali szczegolowo na bramce, wiec jeszcze bardziej zirytowana.
Po za tym oczywiscie to Niemcy, wiec mozna zapomniec o darmowym internecie via WiFi - cholerni dusigrosze. W Wietnamie na kazdym kroku dostepne byly co najmniej trzy sieci - darmowy Internet tam jest wszedzie, na ulicy, w sklepie, w knajpach, w hotelach, etc. (nawet na plazy na przedmiesciach Hoi An byly cztery sieci do dyspozycji). W bardzo malych wioskach dostepne byly ogolne sieci, o silnym sygnale dla calej okolicy. Dzieki temu tak latwo tam podrozowac (rezerwacja, orientacja w okolicy, etc. via Internet), a ja na biezaco moglem redagowac nasza relacje na bloga :)
Ciekawe czy kiedys u nas tak bedzie?...

Czekajac na wylot zjedlismy drugie sniadanie i wypilismy kawe. Zaraz lecimy do domu.

Wyladowalismy w Warszawie - nieniejszym nasza druga, dalekowschodnia podroz zostala zakonczona!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz