niedziela, 15 kwietnia 2012

Znowu plyniemy

Czekamy na zaladunek drugiej grupy, w miedzyczasie obserwujac Wietnamczykow wracajacych z weekendu w kurorcie. Kolorowy tlum elegancko i modnie ubranych ludzi tloczacych sie po 40 osob na taki sam stateczk jak nasz - z ktorym kontastuja organizacyjne ubrania czlonkow partii. Wyplywamy z wieksza zaloga - zaokretowalismy druga grupe - ale ciasno sie przez to nie zrobilo. Pogoda idealna, pochmurno, cieplo, lekki wiatr.
Na wodzie snuje sie dym ze spalin statkow i chat na tratwach.

Po raz kolejny bedac w tym regionie zastanawia mnie ekonomicznosc pomyslu wykorzystywania calej powierzchni lazienki jako wielkiej kabiny prysznicowej: owszem, nie trzeba zabudowywac dodatkowo brodzika, bo jego funkcje pelnia sciany i podloga oblozone do sufitu glazura, ale po kapieli wszystko jest zalane woda...

Ku mojemu zdziwieniu w Cat Ba ruch na ulicy, w porownaniu do Ha Noi, w zasadzie nie istnieje - pewnie dlatego, ze przewazajaca wiekszosc mieszkancow tego miejsca to turysci.

Dzisiaj z racji pokonywania tej samej trasy, rejs juz nie jest az tak ekscytujacy, wiec bez wyrzutow sumienia mozna oddac sie lezakowaniu.

Zaskoczyl mnie poziom organizacyjny naszej grupy - wszyscy sa bardzo punktualni - nigdy na nikogo nie czekamy. Moze dlatego, ze kazdy skrupulatnie zarzadza swoim czasem w trakcie tego typu wakacji, wiec szanuje czas innych. Nasz przewodnik, mimo, ze pochodzi z Wietnamu, przesiakl juz zachodnia mentalnoscia i wyraznie irytuja go sytuacje, w ktorych jego rodacy przejawiaja rozlazlosc i brak organizacji.

Powrot na nasz poprzedni statek. Dopadamy z Asia lezaka i idziemy spac, probujac odrobic wczesne wstawanie poprzednich dni. I dobrze, bo widoki za burtami sa piekne, ale na dluzsza mete robia sie juz nieco nuzace. Za godzine wejdziemy do portu.

Szczesliwie wyladowalismy na brzegu, prosto na obiad w portowej knajpie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz