wtorek, 17 kwietnia 2012

Poranek przed wyjazdem do My Son

W nocy spalo nam sie bardzo dobrze - tym trudniej wiec było sie zerwać wczesnie rano (6:30), zeby przygotować sie do wycieczki do ośrodka swiatynnego w My Son. Klimatyzację wylaczylismy nad ranem, bo dopiero wtedy pokój był juz wystarczająco wychlodzony. Na zewnątrz zarosla na brzegu rzeki tetnia tak intensywnym życiem nocnym, ze nawet pracując klimatyzator i zamknięte okna nie zagluszaly śpiewu ptaków i silników rybackich łodzi.
Dzisiaj wreszcie przed wyjazdem na zwiedzanie nie musimy sie pakować, ponieważ w tym hotelu spedzimy dwie noce - duży komfort, w porównaniu do wczesnieszych porankow :)
Jeszcze wczoraj na recepcji ustaliliśmy szczegóły transportu do My Son. Udało nam sie rownież rozmienic tam pieniądze - jednka w Hoi Ann znacznie oplacalniej jest dokonywać zakupów pamiatek w USD, a nie w dongach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz