środa, 18 kwietnia 2012

Pierwszy wieczor w Hue

Wietnam okazuje sie malym miejscem, skoro w drodze do hotelu spotkalismy naszych Holendrow z rejsu po zatoce Ha Long :)

Po rozgoszczeniu sie w hotelu i kapieli udalismy sie na pierwszy rekonesans do miasta. Jak juz wczeszniej pisalem znowu ta tkanka miejska utworzona jest w inny sposob niz wczesniej przez nas spotykane. Duzo wysokich domow i gigantycznych hoteli. Szerokie chodniki i ulice - przez to ruch nieco mniej uciazliwy. Nasz hotelik stoi w bocznej uliczce w centrum. Gdybym nie wiedzial, ze na pewno on tam jest to w zyciu bym sie tam nie zapuscil. Pozory jednak myla zaraz obok naszego hotelu na tej samej obskurnej ulicy znajduje sie ekskluzywna japonska restauracja. Zorientowalismy sie ogolnie w topografii okolicy i powedrowalismy na ulice wskazana nam przez recepcjonistke jak zaglebie kulinarne.

Jak sie dowiedzialem, czesc czytelnikow uwaza, ze za bardzo koncentruje sie na aspektach kulinarnych naszej wyprawy, mniej uwagi poswiecajac innym rzeczom. Coz - prawda jest taka, ze Wietnam wlasnie kuchnia zaslynal na swiecie - czemu wcale sie nie dziwie, bo jest ona niezwykle zroznicowana, bogata i ciekawa. Co wazne, latwo trafia w nasze europejskie gusta (co nie zawsze ma miejsce w przypadku innych dalekowschodnich kuchni). Pojutrze zapisalismy sie na kurs gotowania po wietnamsku, w restauracji, w ktorej zjedlismy kolacje.

Byl to jeden z najlepszych posilkow jakie tu jedlismy. Znowu lut szczescia, ze w ogole trafilismy do tej restauracji, bo zadnych bialasow tam nie bylo (w ogole nie bylo ludzi). Ale juz nauczylismy sie, ze nie jest to wyznacznikiem jakosci restauracji. Juz poprzednio bylo tak, ze gdy zasiadalismy w jakims pustym lokalu zaraz pojawiali sie nastepni biali konsumenci, na zasadzie: o sa biali, to znaczy, ze lokal nadaje sie do konsumpcji (niekiedy nawet pytali nas o rekomendacje)...

Wyprobowalem dzisiaj dwa kolejne gatunki miejscowego piwa:
Thuda
Festival - specjalnie wazone na festiwal miasta Hue odbywajacy sie w tym roku.
Uwagi co do nich jak poprzednio.

Po przyjsciu do hotelu zgodzilismy wycieczke po miescie na jutrzejszy dzien. Nawet nie wahalismy sie - dokladnie zawiera ona te elementy, ktore chcielismy zobaczyc, a jej koszt jest niewielki.
Musialem zatluc dwa karaluchy, bo krecily sie po pokoju i przeszkadzaly Asi - bardzo zwinne i trudne do trafienia. Wielkie jak czolgi. Po powrocie do domu trzeba bedzie rozpakowywac sie na klatce schodowej, zeby tego swinstwa nie przywlec.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz