wtorek, 17 kwietnia 2012

W drodze do My Son

O dziwo wczorajsze pranie wcale nie wyschlo (przy tak duzej wilgotnosci mozna bylo to co prawda podejrzewac, ale jednak liczylem, ze sie uda) - ale nic tam, gdy juz obkupilismy sie w bawelne na miescie, nie przeszkadza mi to az tak bardzo. Wieczorem byla burza z efektownymi wyladowaniami miedzy chmurami, ale nie wplynelo to w zaden sposob na pogode tutaj. Od rana jest slonecznie i goraco - idealna pogoda do zwiedzania ruin na duzym obszarze otwartego terenu ;)
Sniadanie zamowilismy juz wczoraj wieczorem w recepcji, na podstawie specjalnej ankiety. Pewnie w ten sposob ograniczaja sobie koszty przygotowywania posilkow, bo oblozenie w tym hotelu jest minimalne jak sie okazalo. Nie wiem z czego to wynika - polozony jest fajnie: za mostkiem po drugiej stronie centrum, wiec jest cicho, w porownaniu do zgielku ulic srodka miasta. Ma ladne pokoje z widokiem na rzeke. Inna sprawa, ze jest jednak nieco zaniedbany.

Sniadanie spoznilo sie o kwadrans, wiec musielismy jesc w pospiechu, bo punkt 8.00 byl nasz koordynator wyjazdu do My Son. W Hoi An jest ograniczony ruch duzych samochodow (i bardzo dobrze), wiec autobus czekal na nas po za granicami starowki - rola koordynarora bylo doprowadzenia nas do niego. Pozbieralismy ludzi z innych hoteli (co zajelo nam prawie trzy kwadranse) i wyruszyli my w droge. Do pokonania godzinny odcinek, wiec mamy mozliwosc podrzemania w autobusie.

Pierwszy raz widze na raz tak duzo ladnych Wietnamek - wszystkie szczuple i mimo, ze niskie, to bardzo proporcjonalnie zbudowane.

Juz wiem, ze wietnamski miejscowy rozmiar XL, to w rzeczywistosci krajowy wietnamski L :)
Moja nowa koszulka, ktora przywdzialem na ta okazja, wzbudza szacun i uznanie - koordynatorowi wyjazdu bardzo sie podoba - moze dlatego, ze to po prostu wielka flaga Wietnamu :)

Benzyna jest tu po ok. 22 tys. Dongow / litr, czyli ok. 3,5 PLN - a wiec nie jest tania jak na lokalne warunki. Dlatego nie dziwi tak wielka popularnosc skuterow, ktore stanowia srodek transportu w zasadzie wszystkiego - widzielismy goscia wiozacego na nim koze i swinie w klatkach, ale to pikus, przy tym jak wczoraj po drodze z dworca kobieta wiozla skuterem pelnowymiarowa lodowke!

My Son dalo nam zdrowo w kosc. Woda leje sie z nas wszystkim porami. Wietnamska 100% bawelna musi byc chodowana na poliestrach, bo nowa koszulka skutecznie tamuje przeplyw powietrza :) Przewodnik twierdzi, ze nawet jak na standardy wietnamskie jest dzisiaj goraco. Poce sie nawet rekami! Ale juz mi to przestalo przeszkadzac...
Kompleks swiatynny jest naprawde urokliwy, choc amerykanskie bomby w 1965 roku skutecznie obnizyly jego walory estetyczne. Polozony w dolinie otoczonej wysokimi gorami, w srodku dzungli. Swiatynie rozrzucone sa w kilku grupach na niewielkim obszarze, a dojscie do nich prowadzi ocieniona lesna sciezka. Spodziwalem sie najazdu turystow, jak w innych tego typu odwiedzanych przez nas miejscach, a okazalo sie, ze po za nasza grupa byla tyko garstka odwiedzajacych. Ksiazkowe przewodniki i strony internetowe nazywaja to miejsce Ankorem Wietnamu, ale jednak moim zdaniem to gruba przesada - kambodzanski kompleks swiatynny jest jednak polozony na nieporwnanie wiekszym obszarze, znacznie lepiej zachowany i bardziej monumentalny. Mimo to bardzo nam sie tu podoba. Robiac sobie cykl zdjec z wielkim, kamiennym penisem (symbol plodnosci w kulturze ludu, ktory te swiatynie wzniosl - widac go (penisa nie lud) w tle za mna na fotografii na poczatku tego postu) rozerwalem sobie spodnie w kroku - czeka wiec mnie cerowanie, bo takich fajnych nawet tutaj nie dostane (tym bardziej, ze to gacie z bogata historia podroznicza).
Czego by nie mowic o Witnamczykach to bardzo staraja sie o zadowolenie turystow - sa cierpliwi, pomocni i odpowiedzialni.
Zrezygnowalismy z opcjonalnej przyjemnosci powrotu do hotelu lodka, a nie autobusem - plywania nam na jakis czas wystarczy :) Tym bardziej, ze upal, ktory wlasnie ma swoje apogeum tym bardziej nie zacheca do rejsu srodkiem szerokiej rzeki na nieoslonietym pokladzie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz