Zaczelismy od swiatyni na jeziorze. Tlumy zwiedzajacych - w tym takich jak my turystow garstka - w koncu swieta, wiec przyszli je to obchodzic.
Swiatynia urokliwa sama w sobie.
Po jej zwiedzniu zaczelismy szukac kolejnej atrakcji.
Otoz poszlismy na przedstawienie. Osobiscie myslalem, ze wietnamski wodny teatr lalek, to jakas wieczorna rozrywka nad jeziorem, a tu okazalo sie, ze idziemy do normalnego teatru.
Poczatkowo siadajac na sali czulem sie mocno nie na miejscu w wojskowej (wiadomo jakiej ;) kurtce maskujacej i szortach, ale gdy sala zapelnila sie widzami skrepowanie minelo, bo wiekszosc ubrana byla w stroje sportowo-turystyczne.
Przedstawienie ciekawe - wspolczucie dla wykonawcow brodzacych po pas w wodzie z lalkami. Bardzo ciekawy zespol muzyczny przygrywajacy na tradycyjnych, wietnamskich instrumentach. Wystepy zabawne, kolorowe i glosne - poczatkowo myslalem, ze dla dzieci, ale program dla widzow od 0 - 80 lat :)
Po kontakcie z kulura udalismy sie na dalsze zwiedzanie starowki. Jestem pod wrazeniem miejsc, ktorych wczesniej nie mielismy okazji zobczyc na starowce Ha Noi - niczym nie roznia sie od tych, ktore juz widzielismy ;)
Zaplecze rozrywkowo-kulinarne starowki Ha Noi relatywnie slabe - kilka fajnych, ulicznych jadlodajni, ale bez napojow wyskokowych, za to knajpy dla bialasow zalosnie nudne - wszystkie w stylu zachodnim, z zarciem pod turystow - do tego z cenami
Korzystamy w nich tylko ze "szczesliwych godzin" - piwo i drinki sa wtedy w akceptowalnych cenach.
Dzisiaj, w zwiazku z pierwszym dniem lunarnego miesiaca (jak nam powiedziano w hotelu) odbywa sie na glownej arterii starowki wielki kiermasz. Cala ulica jest zamknieta dla ruchu kolowego (!), przez srodek ciagnie sie rzad straganow - pelny odpust! :) Musi byc to wazna impreza w zyciu miasta, bo najechalo sie mnostow ludzi - wszystkie dziewczeta modnie ubrane: obowiazkowo szpilki i pelny makijaz!
Poniewaz ulica z kramami jest zamknieta, wiec wszystkie rownolegle sa zatkane ruchem, ktory musialy przejac :)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz