Jak juz pare dni temu pisalem, zdecydowalismy sie na nauke gotowania po wietnamsku w "naszej" knajpie.
Zaraz po sniadaniu udalismy sie do owej zaprzyjaznionej restauracji. Wypilismy kawe i razem z szefowa kuchni pojechalismy na bazara - ale nie taki bedacy turystyczna atrakcja, ale normalne, wietnamskie targowisko. Gwarne, tloczne, kolorowe. Mozna kupic wszystko, poczawszy od wielkiej ryby, po suszarke do wlosow. Bylismy tam jedynymi bialasami. Wzbudzalismy przez to zainteresowanie, ale w zyliczym tego slowa znaczeniu. Szefowa pokazala nam i nazwala rozmaite gatunki warzyw, ryb, krewetek, owocow. Na naszych oczach rozbierano mieso, ktore potem gotowalismy (oszczedze Wam szczegolow - powiem tylko, ze oczywiscie nie ma tu zadnych chlodziarek :). Szafowa zaproponowala tez zakupy slodyczy w zaprzyjaznionym punkcie. Bazar bardzo mi sie podbal - czulem sie malo skrepowany, bo nikt mi na sile nie probowal niczego wcisnac (nie tak jak w krajach arabskich). Po powrocie obmylismy sie i zaczelismy balaganic w kuchni. Dziewczyny cierpliwie pokazywaly nam jak przygotowywac farsz i zawijac sajgonki, smazyc nalesniki z wazywnym nadzieniem, gotowac "biale roze" z krewetkami, mieszac sosy, a w finale ugotowalismy zupe Pho!
Poniewaz bylismy jedynymi osobami w knajpie, wiec uwaga calego personelu skierowana byla na nasze poczynania. Mysle jednak, ze nie wypadlismy najslabiej - dziewczyny byly widocznie zdziwione, ze nie jest mi obce poslugiwanie sie nozemy przy siekaniu, rozdrabnianiu i krojeniu. Przez caly czas podjadalismy nasze wytwory, wiec jeszcze przed glownym daniem bylismy napelnieni po pachy.
Bylo to bardzo cenne i ciekawe doswiadczenie - Mysz stwierdzila, ze do konca wyjazdu nie zamowi juz tutaj niczego i wyje do konca suchary beskidzkie, ktore ze soba przywiezlismy :) A na powaznie: juz wiemy jak uzyc kilku z nowonabytych umiejetnosci, dostalismy instrukcje z dokaldnymi informacjami jak poszczegolne z potraw dzisiaj gotowanych zrobic i z czego, a poniewaz przewazajaca wiekszosc z tych rzeczy mozna kupic u nas, wiec bedziemy eksperymentowac w domu :)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz