niedziela, 22 kwietnia 2012

Zwiedzamy starowke Ha Noi

Po zdaniu klucza i zatarganiu bazgazy do komory za recepcja, poszlismy w miasto. Przed nami druga czesc trasy turystycznej po starowce. Poniewaz wedrowka wymaga wysilku, wiec w pierwszej kolejnosci poszlismy sie pokrzepic. Jako, ze w knajpie bylismy w pewnym momencie jedynymi goscmi, wiec personel skoncentrowal na nas swoja uwage. Kelnerki bardzo chcialy rozmawiac z nami po angielsku, bo jak powiedzialy, korzystaja z kazdej okazji by podnosic swoje umiejetnosci jezykowe. Przegadalismy z nimi bardzo milo kwadrans, nim nie zjawili sie kolejni konsumenci.
Po posilku udalismy sie na dalsze zwiedzanie. Po drodze Mysz nabyla ozdoby do wystroju dzialki :)
W Ha Noi, ktora nawet na starowce nie jest nastawiona na turystow, ceny pamiatek znancznie nizsze niz w miejscach polecanych przez przewodnik.

Potem wstapilismy po drodze na piwo do knajpy dla lokalesow, by poczuc koloryt - bylo bardzo milo, choc oczwiscie wzbudzilismy spore zamieszanie. WC na drugim pietrze, za hurtownia odziezowa :)

Konczac wycieczke po starowce wstapilismy do anglikanskiej katedry na placu niedaleko jeziora. Tam zaczepil nas student socjologii, ktory poprosil nas o wypelnienie ankiety na temat naszego pobytu w Ha Noi, a potem pod pozorem prosby o wsparcie finansowe dla Wietnamskiego Czerwonego Krzyza wyludzil od nas pieniadze - dalismy mu 20 Polskich Nowych Zlotych - ciekawe co z nimi zrobi :)

Trasa wycieczkowa po starowce prowadzi po jej najciekawszych miejscach, gdy ja skonczylismy zastanawialem sie przez chwile jak wygladaja te mniej ciekawe w tym ukladzie :) W kazdym razie utwierdzilismy sie w przekonaniu,ze jednak stolica SRW nie jest ladnym miaste - ciekawym, kontrastowym, tak, ale nie ladnym...

Po spacerze po starowce zajrzelismy do kawiarni nad jeziorem. Wyzsza klasa lokalu - ceny adekwatne - a wiec tylko male ciastko i picie. Ale pieczenia ciast powinni sie lepiej nauczyc - jeszcze nie bardzo im to wychodzi :)

Po deserze wyszlismy pospacerowac troche nad jeziorem - poszukalismy lawki, na ktorej siedzielismy odpoczywajac po przyjezdzie do Ha Noi pierwszego dnia - zeby symbolicznie zamknac petle czasu: Wietnamczycy mowia, ze zycie jest kolem, a nie linia - nie widzisz co jest za jego zaobleniem, dopoki tam nie dojdziesz...
Oczywiscie tak jak pierwszego dnia nie dalo sie w spokoju posiedziec, bo przylezli natretni mobilni szewcy i chcieli naprawiac Asi sandaly :)

Zanieslismy do hotelu kolejne nabytki :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz