czwartek, 19 kwietnia 2012

Kolejny wieczor w Hue

Asia spala do 19:30 - ja w tym czasie nie zdecydowalem sie na drzemke. Czytalem, pisalem lub po prostu bezmyslnie lezalem.

Okazuje sie, ze to wcale nie chec zapewnienia komfortu turystom, ale narodowa cecha - Wietnamczycy nawykowo chodza spac o 22:00. Co wcale mnie nie dziwi - wiekszosc z nich pracuje ciezko od 6:00 rano - tutaj mimo klimatu nie ma sjesty...

Zauwazylismy, ze wlasciciele samochodow, ktorzy sa tutaj wyzsza kasta uzytkownikow drog, ze wzgledu na wysokie koszty eksploatacji auta, chetnie korzystaja z okazji dorobienia na jego utrzymanie i pracuja dorywczo jako kierowcy (np. zabierajac nas z lotniska).

Pani na recepcji okazala dalekoidaca pomoc w kwesti dostarczenia nas jutro na lotnisko, natomiast szans na to, ze bedziemy mogli przedluzyc dobe hotelowa raczej nie ma. Coz najwyzej brudni i przepoceni wsiadziemy do samolotu - jak juz to kiedys mowilem: to najwyzej problem wspolpasazerow :)

Gdy Asia wstala udalismy sie na spacer po znanym nam fragmencie miasta. Wieczor okazal sie relatywnie chlodny i wietrzny, wiec bardzo przyjemny! Zatrzymalismy sie na piwo i kolacje w innej niz nasza knajpie i byl to blad, bo jedzenie nas nie zachwycilo, a obsluga tym bardziej - mimo, ze restauracja aspiruje do tych z wysokiej polki.
Trzeba powiedziec, ze Wietnamczycy uczciwie pracuja na swoje pieniadze - nie spotkalem sie do tej pory z ani jedna sytuacja wyludzania napiwku typu: nie mam jak wydac, albo juz nie wroce z reszta do ciebie - co bylo bardzo popularne w Tajlandii.
Potem poszlismy na piwo do "naszej" knajpy, jako ze tu maja tylko duze "Tygrysy".
Po drodze do domu zrobilismy najpotrzebniejsze zakupy i jeszcze troche pospacerowalismy.

A na koniec dnia wazny dla nas news na ktory niecierpliwie czekalismy: Mis dostal sie do wybranego przez nas (mozna powiedziec, ze w tej sytuacji wielopokoleniewego juz) przedszkola - jak wlasnie dowiedzielismy sie od Babci!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz