czwartek, 12 kwietnia 2012

Przelot do Hanoi

Doktor Hans Weimuth - nasz wspolpasazer taka plakietke mial przypieta do koszuli - jeszcze przed startem postanowił zmienić miejsce, dzieki czemu wydatnie powiększył moja tymczasowa przestrzeń życiowa. Tym bardziej, ze pod fotelem ktory miałem przed sobą, umocowana była nagrzewnica, wiec miejsca na nogi miałem mało. Zaraz po starcie pojawiła sie pierwsza tura drinkow - co prawda nasza prośba o gin z tonikiem wywołała pewna konsternację, ale sprostano naszym żądaniom. Ledwie dopilismy, wjechał obiad: do wyboru kurczak, albo ryba po azjatycku, wraz z przystawkami - karmią tak jak leja drinki: solidnie i smacznie. Do obiadu zaserwowane nam zostało całkiem niezłe wino.

Przed wylotem z ciekawości przegladalem opinie o Vietnam Air - zdecydowana większość była pochlebnych. Ja sie pod tymi podpisuje - jest ok: warunki zadowalające, wyżywienie świetne, poja obficie i regularnie, stewardesy uprzejme i bardzo sprawne. Samolot (my akurat trafilismy tym razem na Boeninga 777) co prawda juz zużyty, ale wyposażony komfortowo.

Nie zmienia to faktu, ze zaraz zniosą jajo... Wyczerpałem juz asortyment dostępnych rozrywek, począwszy od oglądaniu filmów i rozegraniu niezliczonej liczby partii szachow z pokladowym komputerem, a na wedrowaniu po pokładzie kończąc. Asia tymczasem śpi, bo wreszcie znalazła sobie właściwe umoszczenie.

Obfite śniadanie, które podano nam o 23:00 czasu warszawskiego urozmaicilo ostatnia godzinę lotu.

Wylądowalismy w stolicy Socjalstycznej Republiki Wietnamu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz