poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Hoi An

Prysznic niczego nie zmienil - 5 min. po wyjsciu z pod niego znowu jestem mokry. Pierwsze wyjscie na miasto trudne - upal zwala z nog. Podstawowa potrzeba: obiad i piwo (sprzedaja tutaj Tigera w butelka 0,64l !). Po krotkim spacerze przez targ, na nabrzerzu znalezlismy zaciszna knajpe z ludzmi z srodku, wiec mozna przypuszczac, ze dobrze karmia. Tym razem postanowilismy nie szczypac sie i szerzej wyprobowac karte :) W ogole pobyt tutaj chcemy potraktowac jako moment zwolnienia tempa i zakosztowania chwil relaksu na wakacjach :) Obiad bardzo dobry, ledwo wytoczymy sie z lokalu, ale o Asi rybie zapomnieli - nie poczytujemy im tego jako problemu - najedlismy sie po pachy tym co zamowilismy po za ryba.
Pospacerowalismy po miescie - naprawde nam sie tu podoba. Przy okazji obkupilismy sie w wyroby bawelniane i pamiatki. Pogoda sie pogorszyla - dzieki temu zrobilo sie na szczescie chlodniej i wieje przyjemny wiatr. Po spacerze zakotwiczylismy na kolacje w kanjpie po drugiej stronie rzeki, w ktorej sa takie same Tygrysy dostepne jak w poprzedniej ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz