Przyjezdzajac do Wietnamu przygotowany bylem tylko na najgorsze, np. problem z toaletami. Na szczescie wiekszosc z moich obiekcji okazala sie bezpodstawna. Publiczne toalety sa czyste i nowoczesne (a tylko nieliczne sa platne), kazdy lokal gastronomiczny ma wlasna, chocby najskromniejsza, ale do uzytku gosci (czesto jako WC pierwotnie dla personelu udostepnione gosciom). Niektore z nich ozdobione sa dosc zaskakujaco (zdjecie). Wazne, ze jednak jakkolwiek by wygladaly i byly zuzyte, to sa czyste.
Dzisiaj "zielona noc", wiec korzystamy z ostatnich godzin wyjazdu aktywnie - odnowily mi sie nawet moje "rany z Wietnamu": odciski na stopach, ktorych dorobilem sie pierwszego dnia po przyjezdzie.
Wietnamska rodzina jest zdywersyfikowana jezeli chodzi oy otaczanie opieka dzieci - widok ojca (a czesto i dziadka) bawiacego sie / opiekujacego sie dziecmi jest tutaj powszechy. Dzieci jak to dzieci sa ciekawskie, ale nie uciazliwe - starsze staraja sie wyprobowywac swoj szkolny angielski, mlodsze tylko ciesza sie na Twoj widok, zwlaszcza jak do nich zagadasz. Niestety wiele z nich jest wykorzystywana do sprzedazy pamiatek...
Okazywanie uczuc w Wietnamie nie jest co prawda tak wylewne jak w Polsce, ale z drugiej strony Wietnamczycy nie sa za bardzo powsciagliwi. Widok par mlodych ludzi obsciskujacych sie na lawkach na deptaku nad rzeka w Hue, czy Hoi An nie byl odosobniony.
Z drugiej jednak strony Wietnamczycy bardzo dbaja o unikanie kontaktu fizycznego z rozmowca - co czasem bywa zabawne, gdy uchylaja sie przed toba.
Po przyjsciu do hotelu zrobilisimy gruntowny remanent zawarosci naszych bagazy - dzieki temu upolowalem jeszcze jednego nieproszonego goscia z wieloma parami odnozy - emigranta z Hue!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz